Wesprzyj Choć Wisła Płock pewnie pokonała AZS AGH Kraków 30:21 w ćwierćfinale Pucharu Polski, oczy kibiców w 47. minucie spotkania zwrócone były na debiutanta. Karol Kania, niespełna 17-letni zawodnik, nie tylko po raz pierwszy założył koszulkę seniorskiego zespołu w oficjalnym meczu, ale też wpisał się na listę strzelców, udowadniając, że zmiana dyscypliny sportowej przed laty była strzałem w dziesiątkę.
Młody kołowy wszedł na parkiet w momencie, gdy losy spotkania były już praktycznie rozstrzygnięte, jednak dla niego każda sekunda miała ogromne znaczenie. Dokładnie w 47:17 minucie Kania stanął przed szansą zdobycia swojej pierwszej bramki w barwach Wisły. Wyznaczony do rzutu karnego, nie wykazał tremy i pewnym rzutem pokonał bramkarza gospodarzy, ustalając wynik na 24:16 dla Nafciarzy. Niestety, debiut nie był krystalicznie czysty – młody zawodnik otrzymał drugą szansę z siódmego metra, jednak tym razem górą był bramkarz AGH, który wyczuł intencje debiutanta. Mimo tej jednej straconej okazji Kania pokazał się z bardzo dobrej strony, prezentując siłę fizyczną i doskonałe warunki do gry w obronie, co jest efektem jego regularnej pracy nad formą.
Gratulacje, Karol! Jakie to uczucie zadebiutować w pierwszym zespole i to od razu z bramką na koncie?
- Dziękuję bardzo. Szczerze mówiąc, to niesamowite uczucie. Bardzo się cieszę, że otrzymałem szansę wyjścia na boisko i że sztab szkoleniowy mi zaufał. Totalnie nie spodziewałem się, że w ogóle pojadę na ten mecz, a tym bardziej że wejdę i moją pierwszą akcją będzie rzut karny. Szkoda tej drugiej zmarnowanej szansy, ale najważniejsze jest dla mnie to, że mogłem pokazać swoje umiejętności.
Jak wyglądały Twoje przygotowania do tego dnia?
- Tak, przez ostatni czas trenowałem już z pierwszym zespołem, żeby oswoić się z tempem gry i lepiej poznać chłopaków. W drużynie panuje świetna atmosfera, co bardzo pomaga tak młodym zawodnikom, jak ja. Mam nadzieję, że takich szans będzie w przyszłości więcej.
Jesteś potężnie zbudowany jak na swój wiek. Czy to zasługa siłowni?
- Zdecydowanie. Bardzo lubię trenować siłowo i mam nadzieję, że przekłada się to na moją postawę na boisku. Moja docelowa pozycja to obrotowy oraz gra w środku obrony, więc te kilogramy i siła są mi niezbędne do walki z seniorami.
Twoja droga do piłki ręcznej była dość nietypowa. Zaczynałeś od zupełnie innej dyscypliny.
- To prawda, przez 7-8 lat trenowałem piłkę nożną, oczywiście w Wiśle Płock. Niestety, przytrafiła mi się kontuzja kolan, która wykluczyła mnie z gry na dłuższy czas. To właśnie w trakcie rehabilitacji i przerwy moje serce „trafiło” do piłki ręcznej. Gram w nią od niecałych trzech lat.
Kto wprowadzał Cię w świat handballu i komu zawdzięczasz najwięcej?
- Zaczynałem w Płockiej Akademii pod okiem trenera Cezariusza Raczkowskiego w SKF Wisła Płock. To on pokazał mi podstawy. Obecnie moim rozwojem kierują trenerzy Leon Sowul oraz Łukasz Świątek. To dzięki nim mogłem dzisiaj cieszyć się z debiutu w dorosłej piłce.
Michał Kublik