Wesprzyj Przed wami rozmowa z jednym z najbardziej obiecujących rozgrywających młodego pokolenia w polskiej piłce ręcznej – Max Matyszczykiem. Ten zaledwie 19-letni zawodnik, będący aktualnym Mistrzem Polski Juniorów oraz MVP tego turnieju, podpisał z ORLEN Wisłą Płock kontrakt w formule 3+1 i od lata 2026 roku staje się pełnoprawnym członkiem seniorskiego zespołu Nafciarzy.
Max zdążył już wynająć mieszkanie w Płocku, niedaleko Orlen Areny. Przed nim jeszcze tylko kilka dni zasłużonych wakacji na złapanie oddechu, po których, 20 lipca, rozpocznie z pierwszą drużyną przygotowania do nowego sezonu jako nowy zawodnik Wisły Płock. Zapraszam do przeczytania rozmowy, którą przy kawie nagraliśmy w Restauracji Stadionowa. Z ciekawostek, kawa stała się od niedawna ulubionym napojem Maxa. Rozmowa przebiegała w atmosferze jak najbardziej wakacyjnej, ale nie omieszkaliśmy kilku poważnych tematów poruszyć.
Jesteś fanem hokeja na lodzie. Jaki przepis z hokeja przeniósłbyś do piłki ręcznej?
W hokeju w dogrywce gra się w systemie 3 na 3, czyli o dwóch mniej zawodników. Może wcale nie jest to głupi pomysł. Gdyby kiedyś coś takiego wprowadzono w piłce ręcznej i dogrywka byłaby grana 4 na 4. Na pewno gra byłaby jeszcze szybsza. Pytanie tylko, czy przy tak dużym boisku i mniejszej liczbie zawodników nie byłoby wtedy za łatwo zdobywać bramki. To szalony pomysł, ale można by to kiedyś testowo sprawdzić na treningu, choć pewnie taka gra szybko by się skończyła (śmiech).
Finał Ligi Mistrzów wygrała Barcelona. Brytyjski komentator Gary Lineker powiedział kiedyś, że piłka nożna to gra gdzie 22 zawodników biega za piłką a na końcu i tak wygrywają Niemcy. W piłce ręcznej 14 zawodników biega za piłką, a na końcu i tak wygrywa Barcelona. To był ich 12. triumf w 33. edycji LM. Oglądałeś ostatni finał Ligi Mistrzów?
Tak, oczywiście. Pomijając nawet sam aspekt sportowy, to jest po prostu wielkie show. Dwadzieścia tysięcy osób w Laxness Arenie robi niesamowite wrażenie. Otoczka organizacyjna to poziom NBA czy NHL. A sportowo? Najwyższy z możliwych. Barcelona udowodniła poraz kolejny, że jest najlepsza. Do tego niesamowity w bramce Nielsen. Kosmiczny poziom.
Samą piłką ręczną człowiek nie żyje, jak to jest u ciebie, oglądasz mecze trwających Mistrzostw Świata w piłce nożnej?
Przyznam się szczerze, że nie śledzę tak dokładnie piłki nożnej. Byłem kilka razy na meczach Wisły Płock, czasami oglądam mecze w TV. Jednak moimi ulubionymi dyscyplinami są hokej na lodzie, koszykówka i kolarstwo. Już nie mogę się doczekać tegorocznego Tour de France. Oczywiście będę obserwował jak będzie jechał Tadej Pogacar. Jestem jego wielkim fanem. Imponuje mi w nim to, że jest absolutnym tytanem pracy, a przy tym zachowuje ogromny luz, a uśmiech nie schodzi z jego twarzy. To taki radosny showman, który ma fantastyczny kontakt z kibicami. Sam marzę o tym, by jako sportowiec być rozpoznawalnym, ale właśnie w taki bardzo pozytywny i otwarty na fanów sposób.
Wracając do ilości kibiców podczas finałów LM, to przed tobą prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy będziesz miał okazję razem z drużyna wystąpić przed dziesięciotysięczną publicznością w Łodzi. Jesteś zdeterminowany, by udowodnić trenerowi Sabate, że stać cię na debiut już w Superpucharze Polski?
Będę robił absolutnie wszystko, żeby tak się stało. Wiem, jak ogromne wyzwanie przede mną stoi, ale chcę udowodnić, że mnie na to stać. Zagrać przy takiej publiczności to marzenie każdego zawodnika. To może i połowa widowni z Ligi Mistrzów, ale to wciąż niesamowita liczba i na pewno będzie tam super show.
Niedawno zdobyłeś mistrzostwo Polski juniorów z Orlen Wisłą Płock. Pamiętasz swój pierwszy, nieoczywisty sukces, z którego byłeś dumny?
Tak, to były mistrzostwa młodzików w województwie lubuskim, chyba w 2018 roku. Grałem wtedy w Spartakusie Zielona Góra, gdzie zresztą zaczynałem trenować piłkę ręczną. Zdobyliśmy złoto, a decydujący mecz graliśmy w Żaganiu z miejscowymi Czarnymi. Bardzo dobrze to pamiętam, to był taki mój pierwszy sukces, który mocno nakręcił mnie do dalszej pracy. Po to się w końcu trenuje, by zdobywać medale i odnosić sukcesy. Czasami zdarzało mi się wspominać ten finał z chłopakami, z którymi trenowałem w SMS Płock.
Dlaczego wybrałeś SMS Płock?
Miałem zaproszenia na testy do Płocka i Kielc. W Płocku od razu spodobała mi się atmosfera oraz cała otoczka, jak to wyglądało. Poza tym, w pierwszym sezonie mogłem grać ze starszymi rocznikami, co było świetnym przetarciem. Z perspektywy czasu absolutnie nie zmieniłbym tej decyzji, zwłaszcza że mecze pod wodzą trenera Andrzeja Marszałka to była przygoda i szkoła nie tylko sportowego życia.
Pamiętasz wasze pierwsze spotkanie?
Oczywiście. Przyjechałem na indywidualne testy. Szedłem obok szatni w siedemdziesiątce (ZST 70), a trener Andrzej akurat zaczynał trening ze swoją grupą. Siedział z kawką, noga na nogę, spojrzał na mnie dość ostro i zapytał: „A kim ty jesteś chłopcze? Co ty tu robisz bez papierów do szkoły?”. Pomyślałem sobie: "Okej, ten to będzie wymagający koleś". Trener bardzo dużo mnie nauczył zarówno na boisku, jak i życiowo. To niesamowity detalista. Często na treningach łapał mnie za nieudane podania "no-look pass" i natychmiast sadzał na ławkę. Trener łączy starą, wymagającą szkołę piłki ręcznej z bardzo nowoczesnym spojrzeniem na to, co dzieje się, chociażby w Skandynawii czy w Niemczech. Szybko złapaliśmy wspólny język. Do dzisiaj jest jednym z moich mentorów. Nie mogę nie wspomnieć jak jego anegdoty i wspomnienia z kariery sportowej, wpływały na nas w trakcie meczów.
Grasz na środku rozegrania. Zawsze chciałeś kierować grą?
Od samego początku. Moim zdaniem to najbardziej uniwersalna pozycja. Wjazd na szósty metr, rzut z podłoża, asysty – no i ten przegląd pola. Zawsze miałem do tego zmysł. Bardzo lubię oglądać mecze i analizować grę innych. Często w zwolnionym tempie sprawdzam, jak zawodnicy, nie tylko środkowi, stawiają stopy, jaki mają timing. Szukam inspiracji u każdego zawodnika. Często przyglądam się skrzydłowym, jak stawiają nogę, jak się układają do rzutu. Lubię na spokojnie analizować grę innych zawodników.
Trener Sabate dostrzega w tobie duży potencjał, ale też wyraźnie podkreśla: "Jest młody, dlatego przed nim dużo nauki, zwłaszcza w grze zespołowej".
Trener jasno mi przekazał, jak widzi moją rolę, a ja jestem gotowy, by udowodnić sobie, trenerowi i kibicom, że mnie na to stać i że mogę pomóc drużynie w odnoszeniu zwycięstw. Trenowałem z chłopakami z pierwszego zespołu przez blisko miesiąc. Móc grać z takimi zawodnikami jak na przykład Miha Zarabec czy Gergo Fazekas to niesamowite doświadczenie. Samo trenowanie z nimi było ogromnym przywilejem i super doświadczeniem, a teraz będę ich kolegą z drużyny. Może powiem, że Miha Zarabec podarował mi buty do grania, to chyba dobry znak. Nie mogę się już doczekać. Wiem, że przede mną sporo pracy i wyrzeczeń, ale jestem na to gotowy. Nie ma już we mnie szoku, jest za to gigantyczna ekscytacja.
Trener Leon Sowul ocenia cię jako perspektywicznego rozgrywającego z dobrym wejściem jeden na jeden i świetnym przeglądem pola, ale zaznacza, że musisz jeszcze nauczyć się dopasowywać wybór swoich umiejętności do sytuacji na boisku.
Trener Leon zawsze wymagał ode mnie najwięcej właśnie w tym aspekcie. Często to analizowaliśmy podczas naszych indywidualnych spotkań. Muszę przyznać, że nieraz sportowo się denerwowałem, bo w kolejnym meczu za wszelką cenę chciałem mu pokazać, że potrafię podejmować dobre decyzje. Myślę, że na ostatnich mistrzostwach zrobiłem pod tym kątem spory postęp.
Andrzej Marszałek mówi "młody zdolny facet". Zwracał się tak do ciebie?
Trener Andrzej czasami mnie chwalił, ale przede wszystkim wykorzystywał to stwierdzenie, by mnie motywować do jeszcze cięższej pracy. Nie raz jak wcześniej mówiłem, dostawałem za swoje w trakcie meczów, jak coś poszło nie tak. Choć być upomnianym przez taką legendę to wręcz "zaszczyt" (śmiech). Często rozmawiamy przez telefon i jestem pewny, że trener będzie mnie wspierał w mojej już seniorskiej przygodzie z piłką ręczną.
Właśnie, teraz przed tobą najważniejszy i najtrudniejszy krok – wejście do seniorskiej piłki i to od razu do pierwszej drużyny Wisły Płock, klubu, który od 37 lat nieprzerwanie zdobywa medale mistrzostw Polski. Kto do ciebie się odezwał pierwszy w sprawie kontraktu?
Pierwszy kontakt nawiązał Michał Skórski, dyrektorem akademii. Powiedział, że trener pierwszej drużyny, Xavi Sabate, chce mnie zobaczyć na treningu. Wykorzystaliśmy do tego przerwę reprezentacyjną. Później trener zaprosił mnie na spotkanie, przedstawił swoją wizję i oczekiwania wobec mnie. Konsultowałem tę decyzję z tatą, tak jak większość moich życiowych wyborów, no i niedługo potem podpisaliśmy kontrakt.
Ten wywiad ze mną konsultowałeś z tatą (śmiech)?
Nie.
Nie wiem, czy dobrze robimy (śmiech). OK. Na kogo wsparcie będziesz mógł liczyć na trybunach w tym gorącym czasie?
Na pewno na tatę i mamę, którzy są moimi największymi kibicami. Najbliższa rodzina, koledzy z Zielonej Góry, znajomi ze szkoły w Płocku, a nawet przyjaciele z Czech. Kolejka do biletów już się powoli ustawia (śmiech). Oczywiście także trener Andrzej Marszałek.
Przerwę w trakcie wywiadu przeznaczyliśmy na obejrzenie teledysku Eugeniusza Bodo z 1934 roku do kultowej piosenki „Już taki jestem zimny drań”. Nagraliśmy też wspólnie rolkę zapowiadającą ten wywiad.
Przyznam, że byłeś trochę zaskoczony moim pomysłem, ale przyjąłeś go z uśmiechem.
Zgadza się! Zupełnie się tego nie spodziewałem, ale to była super sprawa.
Wiesz, dlaczego wybrałem ten utwór?
Pojęcia nie mam. Nic mi nie przychodzi do głowy dlaczego?
Żeby być świetnym środkowym, trzeba być na boisku wyrachowanym cwaniakiem. Nie ulegać emocjom, nie dać się sprowokować i bez cienia litości wykorzystywać błędy przeciwnika. Nadajesz się na takiego chłodnego, boiskowego zimnego drania?
Uważam, że brak ulegania emocjom to na pozycji środkowego absolutna podstawa. Myślę, że mam w sobie cechy, które mogą się w tej roli świetnie sprawdzić, choć moi rodzice zaraz pewnie by się wtrącili i powiedzieli, że tak mnie wcale nie wychowali! (śmiech). A tak zupełnie poważnie – wszystko zweryfikuje boisko. Choć przyznam, że twój pomysł przedstawienia cech środkowego jest zacny i daje do myślenia.
Jeśli ta boiskowa bezwzględność przyniesie wymierne efekty, a po latach zdobędziesz najważniejsze trofea klubowe i reprezentacyjne, to kto wie, może w środowisku przyjmie się pseudonim: "Maks Matyszczyk – Zimny Drań".
Jeśli by się to przyjęło przez środowisko i kibiców, to spoko, jak najbardziej. Ale tak jak mówię – mam w sobie sporo pokory, to dopiero początek, a przede mną długa droga i mnóstwo wody w Wiśle jeszcze upłynie, zanim zaczniemy na poważnie rozmawiać o takich przydomkach.
Maks, bardzo dziękuję ci za tę rozmowę. Będziemy się widzieć już na treningach, na Superpucharze i później w trakcie regularnego sezonu.
Jasne, wielkie dzięki za rozmowę! Najszybciej zobaczymy się prawdopodobnie w Łodzi podczas Superpucharu.
Michał Kublik