Wesprzyj Wisła Płock ma za sobą rok, który śmiało można nazwać fantastycznym. Po wywalczeniu awansu do Ekstraklasy zespół pod wodzą trenera Mariusza Misiury osiągnął fenomenalny rezultat na półmetku rozgrywek. Jako beniaminek, drużyna zdobyła 30 punktów w 18 spotkaniach, stając się rewelacją ligi i udowadniając, że jedność to siła. Dodatkowo "Nafciarze" mogą pochwalić się rekordową serią 10 spotkań bez porażki z rzędu. O zarządzaniu zespołem w tak intensywnym okresie, wyciągniętych lekcjach z Ekstraklasy oraz znaczeniu silnych charakterów i wsparcia kibiców rozmawiam z pierwszym szkoleniowcem Wisły Płock, Mariuszem Misiurą.
Mariusz Misiura, trener Wisły Płock. 18 meczów, 30 punktów. Aktualnie pozycja lidera Ekstraklasy. Ulga?
- Nie, radość i duma, bo naprawdę kończymy tym wynikiem fantastyczny rok. Najpierw awans do Ekstraklasy, później praktycznie brak czasu wolnego, bo bardzo późno skończyliśmy baraże. Rozgrywki Ekstraklasy zaczynały się bardzo szybko i ten wynik uważam, że jest fenomenalny. To zasługa wszystkich w tym środowisku: współpracy i jedności, o której cały czas mówię, że jedność to siła. Ten rok jest na to świetnym przykładem.
„Uczymy się Ekstraklasy” – to fraza, którą trener często powtarza. Na półmetku, czego się nauczyliście?
- Zrobiliśmy już podsumowanie ze sztabem i dyrektorem, że w Ekstraklasie dynamika i intensywność są utrzymywane przez pełne 90 minut. Patrząc z perspektywy czasu, uważam, że mieliśmy zbyt dużo takich momentów, w których między 70. a 90. minutą nie byliśmy w stanie tej intensywności zachować. Nie chodzi tutaj o złe przygotowanie motoryczne, bardziej chodzi o sposób nastawienia i gry, że musimy w tych ostatnich minutach chcieć grać jeszcze więcej ofensywnie, jeszcze częściej szukać momentów wysokiego pressingu.
Mówiąc o tym fragmencie meczu, nie mam na myśli charakterystyki zawodników, ich poszczególnej dyspozycji, czy przygotowania motorycznego, tylko nastawienia, że te ostatnie 20 minut to jest moment, żeby zdobyć bramkę, żeby mecz na swoją korzyść najnormalniej w świecie zakończyć. Weźmy przykład ostatnich pięciu meczów – wierzę, że tam była przestrzeń, żeby w tych ostatnich minutach zdobyć bramkę, która by dała nam zwycięstwo.
O tym przed chwilą trener wspomniał: wyczerpujący sezon, wyczerpujący cały rok, krótka przerwa pomiędzy pierwszą ligą a Ekstraklasą, kontuzje, urazy. Odnoszę wrażenie, że zarządzanie zasobami było kluczowe w tym 2025 roku.
- Tak, z perspektywy czasu tak samo uważam. Dodam jeszcze, doszła duża liczba nowych zawodników w przerwie letniej, razem z dyrektorem sportowym to 13 osób, więc tak naprawdę tworzyliśmy nową grupę ludzi. Kluczem było właśnie to, żeby każdy czuł się dobrze, stworzyć mu takie warunki, żeby mógł pokazać najlepszą wersję siebie. Było też dużo momentów trudnych, takich, gdzie trzeba było stanąć na wysokości zadania, trzeba było ten kamień udźwignąć.
Mówię na przykład o barażach, że ten finał trzeba było wygrać, półfinał trzeba było wygrać. Później w Ekstraklasie przyjeżdżał do nas świetny zespół jak Legia, jechaliśmy na Raków, czy u siebie graliśmy z Pogonią – i też chcieliśmy te mecze wygrać, i to się udało. Cieszę się, że my jesteśmy dzisiaj już dojrzałą drużyną. Pamiętam jedną czy drugą moją pierwszą konferencję i mówiłem o tym, że zwracam uwagę na to, jakich zawodników pozyskujemy, żeby mieli charakter, tożsamość, silny mental, bo z moich analiz, kiedy przychodziłem, wynikało, że w tej drużynie brakuje właśnie takich silnych charakterów.
Dzisiaj wydaje mi się, że te świetne wyniki osiągamy właśnie dlatego, że zbudowaliśmy drużynę, która ma dużo świetnych, silnych charakterów, która jest silna mentalnie. W trudnych momentach nie ucieka od odpowiedzialności, wręcz przeciwnie – stara się z tymi trudnymi momentami zmierzyć i w większości tych sytuacji wychodziliśmy zwycięsko.
Te silne charaktery najlepiej sprawdzić w boju. Jak radzili sobie zawodnicy, ale i nie tylko – sztab trenerski, otoczenie drużyny? Jak trener oceni siebie – czy sprawdził się w boju?
- Wydaje mi się, że najlepszym sprawdzeniem siebie lub innych jest reagowanie po porażce. Z własnego doświadczenia widzę, że często po porażce są osoby, które chcą unikać odpowiedzialności lub przerzucić ją na kogoś innego, nie na siebie. I mi się podoba, że u nas stworzyło się takie środowisko, że nikt nie przerzuca winy na drugą osobę, tylko każdy bierze na klatę, że to my wszyscy razem przegraliśmy. Kluczem jest właśnie, żeby nie palić kogoś na stosie, tak jak na przykład błąd popełnił Rafał w meczu z Katowicami, bo później Rafał kilkakrotnie wybronił fenomenalnie i dzięki temu zdobywaliśmy punkty.
Więc chodzi o to, że nawet jak czasami komuś ten błąd się przydarzy, to żeby się od tej osoby nie odwracać, być z nią blisko, dać wsparcie. I wydaje mi się, że ten przekaz musi iść z góry. Jeżeli mam ocenić siebie, to wydaje mi się, że przez cały rok, w każdym trudnym momencie, po każdej jakiejś porażce – a było ich mało – byłem pierwszą osobą, która brała odpowiedzialność. Chciałem w ten sposób zaszczepiać swojemu sztabowi, swoim zawodnikom, żeby też tak robili. Uważam, że właśnie to jest droga, żeby później zbudować takie zaufanie do siebie, zbudować takie więzi, że bijemy się, walczymy o coś razem, a czasami, jeżeli się to nie uda, to też razem to przeżyjemy. Wydaje mi się, że to się udało osiągnąć.
Kibice towarzyszą Wam wszędzie, przede wszystkim na stadionach. Nie zabrakło ich także na różnego rodzaju spotkaniach i eventach, chociażby ostatnio w Galerii Handlowej, gdzie też sporo huku i szumu narobili. Są częścią tej drużyny, o czym trener też często wspomina.
- Tak, bo pamiętam swój pierwszy kontakt z Wisłą Płock, jak przyjechałem na mecz jeszcze w sezonie, w którym nie pracowałem, to były chyba jakieś dwa czy trzy spotkania do końca. Był tutaj mecz ze Stalą Rzeszów, zremisowany. Zdawałem sobie sprawę, że ta publiczność jest bardzo wymagająca, że był remis, było duże niezadowolenie, nie było takich więzi czy chemii na linii drużyna-kibice. Bardzo mi właśnie zależało na tym, żeby kibice utożsamiali się z drużyną, i bardzo mi zależało, żeby drużyna doceniała, jak fantastycznie kibice potrafią stworzyć widowisko, jak nas wspierają i jeżdżą.
Wydaje mi się, że to się udało wypracować, bo nawet takie wspólne zdjęcie po każdym zwycięstwie pokazuje właśnie taką jedność, że łączymy się w całość. Ostatni event w galerii był fantastyczny. Codziennie na przykład zawożę dziecko do przedszkola, spotykam kibiców w różnym wieku i to jest duma, kiedy dzisiaj zawiozłem Olę do przedszkola i podchodzi do mnie 70-letni kibic i mówi, że chodzi od kilkunastu lat na Wisłę Płock, ale po raz pierwszy czuje i utożsamia się, i ma więź z drużyną. To mnie bardzo cieszy, że udało się coś takiego wspólnie zbudować, i to jest najważniejsze, żebyśmy dalej się nie zatrzymywali, tylko chcieli więcej i więcej.
Reklama
Za trenerem i za drużyną trudny i ciężki okres, w końcu przyszedł czas na odpoczynek. Czy najbliższe dni upłyną pod hasłem regeneracji i ładowania baterii, czy trener już myśli o tym, co wydarzy się w następnej rundzie?
- Myślę, co się wydarzy, bo nawet wszyscy już od dwóch dni mają czas wolny, już po wyjeżdżali, a my się spotykamy w biurze i jeszcze sobie kreślę różnego rodzaju plany, analizuję dokładnie, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach. Patrzę też na naszą kadrę osobową, bardzo dużo rozmawiam z dyrektorem sportowym, rozmawiam z prezesem na temat tego, co moglibyśmy zrobić, żeby jeszcze większa konkurencja, jeszcze większa rywalizacja była w naszej drużynie. Chcemy, żebyśmy w tej drugiej rundzie, która będzie naprawdę bardzo trudna, byli jeszcze gotowi na to, co nas czeka. Myślę, że za 2-3 dni pomyślę o jakichś wakacjach, ale teraz jeszcze chcę to wszystko w głowie pozamykać, żebym z takim spokojnym nastawieniem i czystym umysłem pojechał sobie odpocząć.
Jak się trener czuł z córeczką Olą na otwarciu Ogrodów Światła? Tego czasu dla rodziny nie miał trener zbyt dużo.
- Tak, dlatego staram się ją zabierać nawet na takie momenty i pokazać. Fantastyczne. Uważam, że patrząc na te światełka, jak ładnie to wyglądało wieczorem czy w nocy, zrobiliśmy sobie z żoną i właśnie z dzieckiem dużo zdjęć. Pokazuje to, jak Płock jest pięknym miejscem. Wysyłaliśmy zdjęcia do naszych rodzin – Joyce wysyłała do Kenii, więc chwaliliśmy się tym naszym pięknym Płockiem w innych miastach w Polsce i w Kenii. Uważam, że to fantastyczna inicjatywa i powód do ogromnej dumy.
Też tutaj fantastyczni ludzie – Magda zaprosiła Olę do wyprowadzania zawodników w meczu z Legią, żeby Ola wyprowadzała piłkarzy i sędziów, i niosła piłkę. Ten czas, który często muszę poświęcić pracy, jest go mało dla rodziny, to czasami jak są takie właśnie eventy, to staram się zabierać Olę ze sobą i żonę, żeby takie przyjemne chwile przeżywać razem z nimi. Fantastyczne, dużo zdjęć zrobionych, więc będą fajne wspomnienia.
Jak trener spędzi święta?
Jadę do Szczecina do swoich rodziców. Przy stole tata, który jest mocnym kibicem Pogoni Szczecin, mąż siostry mojego taty jest fanatykiem Legii Warszawa, no i Mariusz – Wisła Płock. Więc przy stole pewnie nie zabraknie jakiejś rozmowy, jakichś zakładów o to, jak zakończy się sezon. Będzie fajnie i przyjemnie.
Już na koniec czego życzyłby sobie trener i czego życzyłby trener też kibicom na zbliżający się Nowy Rok?
Zanim będę życzył, to bardzo wszystkim dziękuję. Naprawdę, mówiąc wszystkim, nie chciałbym nikogo pominąć – zaczynając od prezydenta miasta, od wszystkich radnych, od rady nadzorczej, prezesów, dyrektora, poprzez pracowników tutaj w klubie, sztabu, drużyny, wszystkich lekarzy, fizjoterapeutów, kierownika Piotrka, kibiców, was, dziennikarzy, redaktorów, pracowników MOSiR-u. Naprawdę wam wszystkim bardzo dziękuję za zbudowanie takiej jedności. Wydaje mi się, że takie codzienne małe kroczki, cegiełki, sprawiają, że byliśmy coraz silniejsi i przeżyliśmy, tak jak zapowiadałem na pierwszym spotkaniu, piękne emocje.
Czego życzyć? Żeby kolejny rok był jeszcze piękniejszy, żebyśmy wymagali od siebie coraz więcej, żebyśmy nie osiadali na laurach, żebyśmy mieli zdrowie, żebyśmy potrafili ze sobą rozmawiać, żebyśmy potrafili ze sobą współpracować i żyć w coraz lepszej jedności. Bo wtedy wiesz, to jest taka siła, która pozwoli nam pokonać coraz trudniejszych przeciwników.
Dziękuję pięknie za rozmowę.
Dziękuję.
Michał Kublik