Wesprzyj Historyczny sukces odniosły piłkarki Wisły Płock, które w inauguracyjnym meczu rundy wiosennej pokonały wicelidera tabeli, LFA Szczecin, 4:3 (2:1). To pierwsze w historii zwycięstwo Nafciarek nad tym wymagającym przeciwnikiem, odniesione w dramatycznych okolicznościach po bramce zdobytej w ostatnich sekundach spotkania.
Niedzielne starcie na boisku bocznym ORLEN Stadionu dostarczyło kibicom ogromnych emocji i zwrotów akcji. Nafciarki świetnie weszły w mecz, obejmując prowadzenie 1:0 po trafieniu Justyny Skrockiej. Choć rywalki zdołały wyrównać, jeszcze przed przerwą Oliwia Piasecka zdobyła bramkę na 2:1. Ta sama zawodniczka tuż po zmianie stron podwyższyła wynik na 3:1, jednak szczecinianki, wykorzystując swoje indywidualne umiejętności, zdołały odrobić straty i doprowadzić do stanu 3:3. Ostatnie słowo należało jednak do gospodyń – w samej końcówce meczu Klaudia Łyzińska zachowała zimną krew i skutecznym strzałem z rzutu karnego zapewniła Wiśle Płock trzy punkty. Po meczu o emocjach towarzyszących temu niezwykłemu debiutowi opowiedziała trenerka Marta Hućko.
Na początek gratulacje za niezwykle udany debiut i zwycięstwo. Przede wszystkim proszę opisać swoje emocje.
– Rzeczywiście, to nasze pierwsze w historii zwycięstwo nad tym zespołem. Ludzie biorą śluby, rodzą im się dzieci, a ja czuję się dziś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wygrałyśmy w moim debiucie z przeciwnikiem, który zawsze nam wyjątkowo „nie leżał” i był dla nas bardzo trudny. Jestem niezwykle szczęśliwa i gratuluję mojemu zespołowi, bo dziewczyny zrobiły absolutnie wszystko, by dziś wygrać.
W zapowiedzi pisałem, że Nafciarki zostawią serce na boisku. Odnoszę jednak wrażenie, że było tam coś więcej niż tylko serce – jakby drużyna bardzo chciała, aby Twój debiut był udany.
– Nie wiem, jakie dokładnie były ich motywacje, ale ambicja, z jaką podeszły do tego meczu i nasza postawa mentalna były świetne. Szczególnie w pierwszej połowie po prostu „zjadłyśmy” tym przeciwniczki. To jest punkt wyjścia, na który liczyłam, i teraz możemy budować jeszcze fajniejsze rzeczy.
To spotkanie miało ogromny ładunek emocjonalny: prowadzenie 1:0, potem 3:1, wyrównanie Szczecina na 3:3 i wreszcie bramka na 4:3 w ostatnich sekundach. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy?
– Wiedziałyśmy, że u przeciwniczek jest wiele zawodniczek o dużej jakości indywidualnej. Strzeliły nam te trzy bramki właśnie dzięki swoim umiejętnościom, ale koniec końców liczy się to, co na tablicy wyników, czyli 4:3 dla nas. Udźwignęłyśmy to spotkanie, mimo że mecze z nimi zawsze są niezwykle ciężkie.
Nowa książka. Premiera 4 kwietnia 2026 roku.

To było Twoje pierwsze spotkanie w roli trenerki seniorskiego zespołu. Jak wyglądały przygotowania?
– Dla mnie to zupełnie nowa sytuacja. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, choć na sporo byłam przygotowana. Nie przewidziałam jedynie tak trudnych warunków pogodowych, które uniemożliwiły nam realizację pewnych założeń taktycznych podczas treningów. Cieszę się jednak, że zespół wykazał się determinacją i wyrozumiałością w tych cięższych momentach. Teraz zbieramy tego owoce. Czy będzie łatwiej? Wręcz przeciwnie, teraz będzie tylko trudniej. Przeciwniczki na samą nazwę Wisła Płock napinają się trzy razy mocniej, a po pokonaniu wicelidera tabeli będą podchodzić do nas z jeszcze większym respektem.
Czy w trakcie przygotowań lub samego meczu musiałaś już podjąć jakieś trudne, osobiste decyzje?
– Najtrudniejsze są zawsze decyzje personalne, ponieważ zawodniczki to wciąż moje koleżanki. Jeszcze przed chwilą razem biegałyśmy po boisku i w zasadzie nadal to robię, bo nie wyłączam się z bycia aktywną piłkarką. Uwielbiam je wszystkie, ale w pewnym momencie muszę z dwudziestu wybrać jedenastkę, która rozpocznie mecz, a potem maksymalnie pięć zmienniczek.
Jak wyglądają takie rozmowy „od kuchni”?
– Staram się nastawiać dziewczyny tak, by wiedziały, że każda z nich jest ważna. Myślę, że mi się to udaje – jeśli ktoś zaczyna mecz na ławce, nie ma obrażania się, tylko jest gotowość do wejścia i pracy dla drużyny. Te, które nie wchodzą, również wiedzą, że ich czas może nadejść i muszą być na niego gotowe.
Co z Twoich przedmeczowych przewidywań sprawdziło się na boisku?
– W zasadzie wszystko, o czym rozmawialiśmy. Spodziewałyśmy się wysokiej jakości rywalek, ich strzałów z każdej pozycji i prób posyłania piłek za nasze plecy. Wiedziałyśmy, że bramkarka Szczecina po złapaniu piłki będzie szukać długiego podania, a nie krótkiego rozegrania. Byłyśmy na to gotowe i potrafiłyśmy się temu skutecznie przeciwstawić.
Michał Kublik
